Ogarnęłam pani, pary i tańce.
To co Kasia pisze o arach obserwuję i w tańcach. Na teraz ani jeden taniec nie wywołał we mnie tego WOW, zachwytu czy nawet chęci by obejrzeć raz jeszcze i jeszcze raz i jeszcze. Jak coś powatrzam, to jedynie w celu dopatrzenia się czegos co np. widzą sędziowie,a ja nie - czyli super postępu lub błędów. Nikt nie wychodzi ze strefy komfortu i ja w sezonie olimpijskim jestem w stanie to zrozumieć. Ale oprócz wbijania się w swój styl to mogliby wykazać się większą inwencją. Tu na plus widzę parę amerykańską - Caroline i Michaela, których program się czymś wyróżnia. Szkoda błędu, bo mogłoby być dobre, 4te miejsce. Ale i tak mogą być zadowoleni, mogą spokojnie walczyć o miejsce w reprezentacji i wstydu nie przyniosą.
To samo jest w parach, programy albo nudne, albo dziwne. Liczę na ogarnięcie się Saszy i Dimy. Oboje za bardzo chcą, Dima do tego zadziera nosa (niestety) a życie i występy nie układają się po myśli. Ale to dygresja

Z tych zawodów najbardziej podobali się oczywiście Chińczycy, bo i konkurencji jakiejś większej nie mieli. Miedzy nimi a resztą jest przepaść punktowa. Al e i Chińczycy nie zachwycają, liczyłam na Sui i Chana, ze będą chcieli błysnąć, odkuć się za 2018 rok, zwlaszcza, że jadą u siebie. Ale nie ma i tu szaleństwa.
Co do pań - to cóż, ściskam kciuki za Leonę, że uda jej się wyszarpać jeszcze jakieś medale na imprezach wyższej rangi, bo dziewczyna zasuguje na to. I tylko można zgrzytać zębami, że dzieci odbierają medale w kategorii "woman". Cóż...