Towarzyszyła mi moja przyjaciółka, która o łyżwiarstwie wiedziała tyle co nic, nigdy nie oglądała żadnych zawodów, a mimo to na moje pytanie czy chce lecieć ze mną do Barcelony na GPF od razu się zgodziła (wszystkim życzę takich przyjaciół <3).
Moja podróż rozpoczęła się w czwartek wieczorem – najpierw podróż pociągiem do Trójmiasta , a w sobotę po 6 poleciałyśmy do Warszawy. Następnie po 13 lot z Warszawy i po niecałych trzech godzinach lądowanie w Barcelonie. Miasto przywitało nas ciepłą, praktycznie bezwietrzną pogodą. Barcelona ma świetne rozwiązania komunikacyjne – praktycznie co chwilę odjeżdża autobus z lotniska do centrum Barcelony i to za jedyne 11 euro w dwie strony (15 dni na powrót). Zarezerwowałyśmy hotel na jednej z głównych ulic Barcelony i sądziłyśmy, że trafimy do niego bezproblemowo, ale spotkały nas dość nieoczekiwane problemy. Miasto jest bardzo dziwnie rozplanowane – są bardzo długie główne ulice, a przy nich znajduje się dziesiątki mniejszych ulic, przy których budynki ulokowane są na zasadzie kwadratów. Krążyłyśmy wokół kilku ulic przez ok 2 godziny…kilkukrotnie pytałyśmy przechodniów jak dość do hotelu – zawsze mówili, że to blisko i wystarczy iść prosto i skręcić w prawo lub w lewo

Wieczorem w piątek po dotarciu do pokoju i odświeżeniu się postanowiłyśmy wyjść na miasto. Barcelona o tej porze roku wygląda przepięknie – ulice i budynki cieszą oczy kolorowym świątecznym oświetleniem. Zdziwiło nas, że nie ma przycisków przy skrzyżowaniach, ale szybko zobaczyłyśmy dlaczego….dla Hiszpanów to norma przechodzić na czerwonym świetle i wszyscy tak robią – czy starzy, czy młodzi. Od razu widać kto jest turystą, bo stoi i czeka jak ten kołek na zielone światło (aka my xD). Miasto żyje całą dobę i obojętnie, o której godzinie wychodzi się na ulice to są pełne samochodów i ludzi. Około północy wróciłyśmy do hotelu i od razu sprawdziłam wyniki programu krótkiego – najpierw chciałam mieć niespodziankę w sobotę, aby nie przejmować się i niepotrzebnie nie martwić się przed programem dowolnym, ale (co pewnie nikogo nie dziwi xD) nie wytrzymałam i musiałam sprawdzić, który był Yuzu po SP. Przyznam, że byłam zaskoczona nie tyle jego wynikiem, co przewagą nad innymi

W sobotę wstałyśmy skoro świt i ruszyłyśmy zwiedzać miasto. Widziałyśmy większość ,,must see” w Barcelonie, a około 15 udałyśmy się na halę metrem, gdyż znajduje się ona raczej na obrzeżach miasta. Szczerze to nie miałyśmy pojęcia jak dość ze stacji metra, ale na szczęście zobaczyłam dwie Azjatki (stały tyłem, ale nietrudno zauważyć, że to Japonki xD), niosących kilka bukietów, więc poszłyśmy za nimi xD Tutaj zaczyna się moje wielkie fangirlowanie, bo przy samej hali minęłam Briana Orsera (lol!!! Był jakieś dwa metry ode mnie, spieszył się do hotelu, który stoi od razu przy hali). Oczywiście moja przyjaciółka nie wiedziała czym się podjarałam



Pierwszą konkurencją były pary sportowe. Na trybunach było trochę pustych miejsc, zwłaszcza na miejscach po stronie sędziów i na miejscach w rogach hali. Zdziwiło mnie, że Yuko i Alexander startują jako pierwsi…Jednak ich program był dobry, świetna interpretacja, oby wróciła ich forma z początku sezonu. Następnie Cheng i Hao – ich twist jest nie z tej ziemi…praktycznie cały czas mówiłam tylko ,,wow”. Później moi chińscy ulubieńcy, czyli Xiaoyu i Yang – wróżę im świetlaną przyszłość. Byli rewelacyjni – świetna prędkość, zgranie, cudowne linie, oszałamiające skoki wyrzucane (ona lata!!! xD). Pierwsza grupa pozostawiła na mnie świetne wrażenie – pierwszy raz oglądałam na żywo zawody w łyżwiarstwie figurowym.
Zaskoczyło mnie rewelacyjne nagłośnienie – nie wiem dlaczego, ale zawsze sądziłam, że na halach kibice nie słyszą za dobrze muzyki – a jest tak samo jak oglądając zawody w telewizji.
Drugą grupę rozpoczęli kolejni moi ulubieńcy (w końcu to dla chińskich par zabrałam ze sobą chińską flagę – i dobrze, bo było ich niewiele). Wenjing i Cong niestety trochę tracą na żywo…Sądzę, że powinni mieć ciemniejsze stroje, bo jednak do tej muzyki nie pasują takie lekkie, pogodne kolory. Poza tym Cong odstaje umiejętnościami od Wenjing – nie wiem dlaczego, ale takie miałam wrażenie… Wyczekiwałam startu Kseni i Fedora. Ksenia jest przepiękna na żywo i całkowicie przyćmiewa swoją obecnością Fedora na lodzie. Mają świetną prędkość i zjawiskowe podnoszenia, ale program jest dość pustawy – w wielu momentach nie robią za wiele i bazują jedynie na bardzo sugestywnym wokalu i wzniosłej muzyce (ciekawe czy w Chinach usłyszymy chińską wersję NDP xD). Końcówka jest przedramatyzowana, ale uwielbiam NDP, więc pozostawili na mnie dobre wrażenie. Meagan i Eric byli praktycznie bezbłędni od strony technicznej, jednak na żywo sprawiają wrażenie dość wolnych (w porównaniu do Rosjan). A Meagan choć jest niska i szczupła wydawała mi się za bardzo atletyczna i przyciężkawa na lodzie o_0 Przeszkadzał mi też jej ciągły uśmiech….dziwny program w odbiorze, niby dobre elementy techniczne, mnóstwo elementów łączących, ale brak tam magii…serca. Mimo wszystko wygrali zasłużenie, a także chciałabym pogratulować kondycji jednemu z Kanadyjskich fanów (była spora grupa Kanadyjczyków z flagami), który po występie Kanadyjczyków biegał na długości całego lodowiska z olbrzymią kanadyjska flagą :D
Kolejne miały być panie, ale postanowiłyśmy odwiedzić toalety xD – piszę o tym dlatego, że tutaj spory minus organizacyjny – na tyle ludzi były tylko dwie łazienki, a kolejki w związku z tym ogromneeeeeeeeee. Właśnie przez kolejkę spóźniłyśmy się na występ Ashley…. Widziałam jedynie końcówkę (metalowe schody, które stanowiły konstrukcję trybun były przerażająco głośne….). Wielka szkoda, bo koniec końców Ashley skończyła na podium


Koniec cz. 1. Część druga wkrótce.
P.S. Wybaczcie tak długi post :D