I co teraz? Beczałam jak głupia razem z Ashley. Ja się muszę na coś spokojniejszego przerzucić, bo mnie te wszystkie sporty wykończą. Może wyczynowa uprawa marchewek, albo coś.
Nie wiem od kiedy obserwujecie/kibicujecie Wagner, ale ja zakochałam się od pierwszego wejrzenia jeszcze w juniorach. Dlatego pamiętam sezon 09/10, kiedy to Ashley miała aż do mistrzostw USA najlepsze wyniki ze wszystkich Amerykanek (2 i 3 miejsce na etapach GP i 4 w finale, do którego awansowała jako jedyna reprezentantka USA). Na mistrzostwach zajęła trzecie miejsce za Flatt i Nagasu, dobry program dowolny nie wystarczył do odrobienia strat z krótkiego.
Sam ten fakt łamał serce, a w dodatku... nikt nie zauważył. Bo wtedy tematem nr 1 była kwestia Sashy Cohen. Sasha przegrała z Ashley dziesięcioma punktami, od 4 lat nie pojawiła się na żadnych zawodach, wróciła, zajęła po słabych występach 4. miejsce i to o niej dyskutowano, czy nie powinna przypadkiem znaleźć się w kadrze, to jej żałowano.
Wszystko rozumiem, wiem, że nie jest to w żaden sposób zależne od którejkolwiek z nich, że Sasha miażdżyła i miażdży osiągnięciami całej kariery Ashley (zresztą Sashę uwielbiam), ale jak bolesne musi być, kiedy jesteś przez cały sezon najlepsza, a potem zostajesz w ten sposób zignorowana? Może jestem trochę attention whore, ale chcę by mnie żałowano wtedy, gdy na to zasłużyłam :P
Pamiętam, że jeszcze tej samej nocy Ashley na swoim vlogu podziękowała wszystkim za wsparcie i stwierdziła, że czas na żałowanie już minął, teraz zaczyna się czas pracowania na kolejne igrzyska i że ona zamierza tam pojechać. Komentarze odnośnie takiego oświadczenia były różne, w wielu (nie rozumiem dlaczego) zarzucano jej nadmierną pewność siebie, buńczuczność, poza tym doradzano odpuszczenie sobie dalszej kariery czy zmianę obywatelstwa (bo przecież mamy dwie nowe młodociane gwiazdy, a Ashley miała wtedy ogromne problemy z techniką lutza, niedokręcaniem skoków, zahaczaniem ząbkami nogi wolnej przy lądowaniu).
To samo było przed MŚ 2012, kiedy powiedziała, że jedzie tam po medal. Zwłaszcza po programie krótkim musiała się pewnie nasłuchać. Z medalem nie wróciła, ale jej Black Swan na pewno zawojował publikę, a do brązu naprawdę niewiele jej brakowało. I było to najlepsze miejsce reprezentantki USA od lat, pierwszy poważny przekaz: jestem tu i atakuję.
Ze strony Wagner takie deklaracje to nie zarozumiałość czy puste obietnice, to waleczność i zapowiedź ciężkiej pracy. Bo ona to wszystko powoli wcielała w życie.
Teraz sytuacja w pewien sposób się powtórzyła. To trzeci sezon Wagner jako liderki reprezentacji. I znów jeden występ przesądza o marzeniach olimpijskich tej dziewczyny. Tym razem jednak nikt nie pomija jej w dyskusji o IO.
Uwielbiam ją, jedna z moich ulubienic ever: na lodzie, a tym bardziej poza nim, dojrzała i odważna w swoich występach i wypowiedziach, szczera, ujmująca osobowość. Uważam, że niesprawiedliwym byłoby niewysyłanie jej do Sochi, a jednak wiem, że wysłanie byłoby nieodpowiednie – bo mieliśmy określone zasady już na starcie. Zasady, które uważam za idiotyczne, ale zasady, które obowiązywały wszystkich. I chociaż serce mi już pękło, to rozumiem, że wysłanie jej byłoby naruszeniem regulaminu
Cztery lata po nocy w Spokane, kiedy historia z kwalifikacją olimpijską ma się powtórzyć, mogę tylko powiedzieć, że jestem z Ashley niesamowicie dumna. Za dotrzymanie obietnicy, którą wtedy dała. Bo w moich oczach, nawet nie jadąc teraz na IO, jej dotrzymała.
Tak wot, ckliwie trochę wyszło, ale czułam, że muszę:)